Batalia argumentów za i przeciw, czyli początki naszego związku.

Batalia argumentów za i przeciw, czyli początki naszego związku.

Jak to w ogóle się zaczęło, jak powstał ten szalony duet Klaudia i Nikodem? Online – a jakże by inaczej!!! Czy była to miłość od pierwszego wyjrzenia, czy może batalia argumentów za i przeciw?

Setny „swipe left” lub „swipe right” na popularnej w UK aplikacji randkowej baddoo.co.uk. Spoglądam na zdjęcie i myślę „nie jest źle, wygląd całkiem – całkiem, wiek odpowiedni, imię brzmi polsko”, dajemy „serduszko”. Ku mojemu zaskoczeniu mamy trafienie, pan po drugiej stronie telefonu też stuknął serduszko. Kilka godzin później wiadomość i tak od jednej do drugiej prawie trzy lata później, siedzimy obok siebie i stukamy w klawiaturę, układając plan podboju świata.

Nie było lekko, trochę się napociliśmy, żeby tu trafić i ciągle miewamy dni, kiedy wyrywamy sobie włosy z głowy, uroni się łza lub pęknie żyłka. Jak w każdym związku.

Jednak spójrzmy prawdzie w oczy, ludzie z odzysku mają pod górkę, dotknięci doświadczeniami z przeszłości rozbijają się o argumenty za i przeciw. Ciało migdałowate podpowiada nam ucieczkę, a płat czołowy daje nam możliwość kontroli emocji, rozważań. Instynkty walczą z naszym panelem kontrolnym.

Jakie to argumenty? Czytaj dalej, znajdziesz tu kilka argumentów za i przeciw od tych, z którymi musiałam zmierzyć się w momencie poznania po te, które powoli wyjawiały się zza linii horyzontu.

N: Mam dwójkę dzieci. A tak naprawdę trójkę, bo w Polsce mam najstarszego syna, którego nie widziałem 10 lat.

Moja reakcja : Nie będzie tak źle, chyba…

Już jakiś czas myślałam o tym, że raczej swoich dzieci nie będę miała. Nim poznam kogoś, komu zaufam, zrobię, to co zaplanowałam, osiągnę, to co chciałam, to pyknie 35 i to już nie czas na dzieci. Takie moje prywatne zdanie, bycie mamą dla swoich dzieci – ok, bycie babcią (nawet taką fit) swoich dzieci, już nie bardzo.

Z drugiej strony, kurde dwójka dzieci?
Gdzie spontaniczne wyjazdy? Randki? Zarwane noce przy lampce wina? Gdzie dziki seks? Gdzie czas i sposobność?

Od początku Niko powtarzał, że dzieci są i będą numerem jeden i nie będę ukrywać, że bywały dni, kiedy naprawdę to bolało. Jaka kobieta chce wchodzić związek, tworzyć coś na serio, na zawsze ze świadomością, że nigdy, przenigdy nie będzie numerem jeden w życiu faceta. Mało tego, Nikodem zawsze mówił: „Numer jeden to dzieci, potem praca, potem ja, a dopiero na 4 miejscu Ty i nasz związek”. Z czasem to ewoluowało do dzieci, praca i my. Dzisiaj chyba mogę już nieśmiało powiedzieć, że są dzieci i nasze życie razem, a to obejmuje rozwój siebie, pracę, marzenia i wspólne plany.


Batalia argumentów za i przeciw, czyli   początki naszego związku.

„Mój syn ma autyzm”

Tutaj, szczerze i z ręką na sercu miałam zdziwko warte Aborygena, któremu ktoś wręczył pilot do Nteflixa. WTF? Słyszałam o tym, coś, gdzieś, od kogoś… Moja wiedza była znikoma, na całe szczęście po kilku dniach została mi przesłana kopia książki „Slowa na A” i rozpoczęłam łączenie kropek.
Podsumowanie pierwszych faktów: nie będzie lekko, przesrane, dzieciak zawsze będzie w dużym stopniu zależny od swojego taty.

Po prawie trzech latach jest ciągle kilka kwestii, które napawają mnie strachem. Szczególnie przyszłość, wchodzenia Maksa w dorosłość. Boję się okresu dorastania, wybuchów złości i buntów, kiedy będzie konkretnych rozmiarów chłopakiem. Kto tak naprawdę wie, jak będzie wyglądała przyszłość Maksa? Możliwe, może całe życie będzie zależny od swoich rodziców, więc i po części mnie. 

Maksa ciągle się uczę, jednak wypracowaliśmy sobie z tym urwisem dosyć fajną relację. Potrafimy iść tylko we dwójkę do McDonalda, na basen czy zakupy, a to jest oznaka tego, że Maks mi ufa. Zaufanie jest tutaj najważniejsze! 

„Mam żonę, rozeszliśmy się jakiś czas temu, ale to ciągle świeże”

To mnie rozłożyło na łopatki jak Anthony Joshua w siódmej rundzie walki Dilliana Whyte (nie mam bladego pojęcia o boksie – znalazłam w google walkę najsłynniejszego brytyjskiego boksera i macie).
Cisnęły mi się na usta słowa: „Świeżynka”, „Odskocznia”, „Nagroda pocieszenia” no i „Błąd”, ale jak to mówią „Raz się żyje”.

Przez kilka miesięcy męczyły mnie koszmary o Nikodemie wracającym do eks żony, łapały mnie napady zazdrości, kiedy dostawał od niej SMS-y, pomimo że były one dotyczące dzieci. Zadawałam o wiele za dużo pytań, które były odzwierciedleniem mojego strachu i niepewności. Zdarzało mi się powiedzieć do samej siebie „Nawet jeśli do niej wróci, to będzie to jego strata, jestem zajebistą kobietą”, a później czekać ze łzami w oczach na SMS-a od Nikodema.

Moim zdaniem to obecność byłych partnerów w takim modelu rodziny jest największą bolączką i największym utrudnieniem. Jest to do ogarnięcia, ale wymaga dojrzałości, opanowania i cierpliwości. Jest jednak coś, co ciężko ogarnąć – ludzie wokół Ciebie.
Najgorsze były komentarze ludzi wokół. Przyjaciół, znajomych (tych prawdziwych i tych jak się później okazało toksycznych), ale też i rodziny.


„Wróci do żony”, „Facet z dziećmi to problemy”, „Pewnie z nim jest coś nie tak, skoro go żona zostawiła”. Ci bardziej zatroskani zwyczajnie podkreślali fakt, że nie będzie to łatwe. Wiecie co? Nie było i nie jest i choć czasem idzie to, jak krew z nosa czy ciągniemy, jak koń pod górę to razem możemy więcej.

„Nie wiem, czy kiedyś jeszcze pokocham”

Niko

No trzymajcie mnie… Jak?! Jak ja mam się odważyć?! Jaki sens?!

Warto jeszcze dodać dlaczego tak, a nie inaczej. Nikodem twierdził, że kochał w poprzednim związku mocno, całym sobą i to nie starczyło, aby utrzymać związek. Nie starczyły czułe słowa, kwiaty i prezenty z zaskoczenia. Twierdził, że nie wie, czy jest w stanie jeszcze raz pokochać kobietę, czy potrafi być romantyczny i czuły.

Pierwsze „kocham” przyszło z zaskoczenia i dłuższy czas się nie powtórzyło. Siedzieliśmy w saunie i Nikodem to powiedział tak cicho, że nie byłam pewna. Dzisiaj nie tylko sobie to mówimy, ale też, a może przede wszystkim, pokazujemy i udowadniamy. Czasem nawet po kilka razy dziennie.


Batalia argumentów za i przeciw, czyli   początki naszego związku.

Do dzisiaj kiedy rozmawiamy o swojej miłości, o tym jak się kochamy, Nikodem twierdzi, że ja kocham bardziej, czulej, bardziej ogniście, cieleśnie i moją miłość widać. Jego miłość jest bardziej powściągliwa, objawia się w żartach i chwilowych zrywach czułości. Kocham się, to jest pewne. Tylko każde z nas inaczej to pokazuje.


Każdy potencjalny związek napotyka jakieś za i przeciw. Każdy odpowiedzialny próbuje rozpisać sobie (czasem tylko w głowie) listę plusów i minusów, szans i zagrożeń wynikających z brnięcia w związek, szczególnie kiedy jest się po przejściach. Jak było u was? Odległość? Rodzina? Szkoła? Znajomi?