Czy emigracja z Polski była dobrą decyzją? Polka na emigracji.

Aby znaleźć swoje miejsce na ziemi, najeździłam się po Europie i początkowo żadne z tych miejsc nie było wcale takie moje. Pracowałam na mopie, sprzątałam laboratoria i biura. Byłam kelnerką, barmanką, recepcjonistką i bezrobotną. Z perspektywy czasu, czy emigracja z Polski była dobrą decyzją? Jak mi się żyje jako Polce na emigracji?

Emigracja z Polski do Francji

Pierwszy raz liznęłam emigracji zarobkowej, mając 16 lat – Francja, mała miejscowość Bully-Les-Mines. Mój pierwszy płatny staż i pierwszy dłuższy wyjazd z Polski. To tam nauczyłam się biegłego francuskiego. Pamiętam właściciela hotelu, w którym pracowałam, odbierającego mnie z lotniska. Pytał mnie o pogodę, ja nie rozumiałam żadnego słowa, mimo że od 10 roku życia uczyłam się francuskiego w szkole. Ach te akcenty i dialekty! Francuzi z północy Francji mają tendencję do skracania wyrazów i wiele słów wypowiadają w języku francuskim, ale używanym w Belgii. Po dwóch tygodniach rozumiałam większość, nie mogłam jednak zebrać się na odwagę, żeby coś odpowiedzieć. Nigdy nie zapomnę tych idiotycznych sytuacji, przykładowo, gdy na migi próbowałam wytłumaczyć szefowi kuchni, że szukam chochelki. Po dwóch miesiącach siedziałam przy winie i rozmawiałam o polskiej polityce, powiązaniach historycznych Polski z Francją i przewagi polskiej kuchni nad francuską. Ciężka praca popłaca! Dosłownie, przez 10 tygodni żyłam życiem tętniącym w hotelu i restauracji, weekendowe wieczory spędzałam we francuskich klubach, weekendowe poranki na belgijskich plażach. Oddychałam i upajałam się „francuską emigracją”. Wyjechałam z biegłym francuskim, niektóre z moich koleżanek po zdaniu matury wróciły tam, aby ułożyć sobie życie, założyć rodziny. Pozdrawiam serdecznie Basiu!

Norwegia i pozory stabilnego życia

Potem przyszedł czas na Norwegię. Nie była to emigracja zarobkowa, chociaż taka miała być. Wyjechałam za miłością. Mój ówczesny chłopak, późniejszy mąż studiował w Oslo, więc pognałam tam. Bez planu, bez języka, bez niczego poza walizką ubrań i nadzieją. Mieszkaliśmy w małym pokoju. Łazienkę dzieliliśmy z jeszcze jednym pokoju, a kuchnie z sześcioma innymi osobami. Pracy stałej nigdy nie dostałam, sprzątałam mieszkania i domy po remontach polsko-ukraińskiej ekipy remontowej. Oczywiście na czarno i wtedy, kiedy się udało. Miałam niespełna dwadzieścia lat i żyłam na utrzymaniu mojego chłopaka, który jednocześnie studiował i pracował jako web designer. Prałam, gotowałam, sprzątałam i chodziłam na spacery. Tak mi zeszło ponad pół roku. Poduczyłam się angielskiego, poznałam sporo fajnych ludzi, było to trzynaście lat temu i z niektórymi ciągle mam kontakt! 
Czy ta emigracja z Polski była dobrą decyzją? Wątpię, ale jest ciekawym dodatkiem do moich życiowych doświadczeń. 


emigracja z Polski

Szkockie klimaty, czyli pierwsza emigracja z Polski do Szkocji

Kolejny wyjazd, kolejna decyzja też nie była moja. Ponownie pognałam za miłością, Michał dostał miejsce na University of Edinburgh, wydział informatyki, możliwość studiowania sztucznej inteligencji. On pojechał do Edynburga, ja pojechałam początkowo do Polski i po kilku miesiącach rozłąki postanowiłam poszukać pracy w okolicach Edynburga. Nie chciałam powtarzać scenariusza z Norwegii. Wyjechałam jako AuPair do rodziny w Hawick – Scottish Borders. Nie wytrzymałam miesiąca! Zmyśliłam, że zmarł mi dziadek i muszę wyjechać, tylko po to, żeby dali mi spokój i zapłacili za miesiąc. Wioska, dwójka rozpieszczonych dzieci, które prosto w twarz mówiły mi, że jestem ich niewolnikiem, skoro ich mama mi płaci. Dodajcie do tego brak zasięgu telefonicznego, tysiące krów i owiec, plus pięć koni — to nie było dla mnie. Przyszedł czas na prawdziwą Szkocję i konkretną emigrację z Polski – na 11 lat! Edynburg, najmniejsze mieszkanie, jakie widziałam, na trzecim piętrze nad mieszkaniami należącymi do klubu go-go, w którym „sypiały” głównie Rosjanki, Ukrainki i Polki. Bezpiecznie było i blisko centrum. Tutaj zaczęła się moja praca na „uniwersytecie” – jak dumnie opowiadała moja mama. Nie dodawała, że sprzątam laboratoria i biura, co komu do tego, jakie są detale, ważne, że miałam pracę i to na uniwerku. Płacili dobrze, weekendy wolne, święta wolne. 

Pod koniec czwartego roku pracy na uniwersytecie miałam chęć iść dalej, rozwijać się i zdobywać świat, bałam się jednak, że mój angielski nie wystarczy do tego. Miałam wielkie szczęście, spotykając na swojej drodze Anne – starszą Szkotkę, która była recepcjonistką w budynku, w który sprzątałam. Poprawiała mnie, gdy robiłam błędy językowa, namawiała do mówienia, odzywania się, podsuwała mi gazety, artykuły, włączała mnie w sprzedaż ciast na cele charytatywne. Dzięki niej, po czterech latach tańca na mopie, wróciłam do hotelarstwa – nocna recepcja.

Czarna era Londynu, wyjazd który dał tyle samo, co zabrał

Nadszedł ciemny i złowrogi czas Londynu. Ze względu na możliwości zarobkowe mojego ówczesnego męża wyjechaliśmy do Londynu. Moje załamanie i stan emocjonalny sięgnął dna. Przez trzy miesiące po przyjeździe do Londynu, nie rozpakowałam kartonów i walizek z moimi rzeczami, niby chodziłam do pracy, niby poznawałam ludzi, ale serce i uśmiech zostawiłam w Edynburgu.

Przez kilka kolejnych lat przepłynęłam, skupiając się na pracy, na ciśnięciu w kierunku „więcej, lepiej i jeszcze więcej”. Ten bieg zrobił ze mnie genialnego managera i niezłą sukę. Podarował mi też 40 kg nadwagi – nie pytajcie jak, sama nie wiem, jak można jednocześnie zapierdzielać i grubnąć (do dzisiaj tak mam). Z tego biegu wyszedł mi dom pod Londynem i rozwód. Z tego biegu wyszło mi bycie zdradzonym i totalny brak wiary w siebie. Z Londynu wyjechałam z pozwem rozwodowym złożonym w jednym z brytyjskich sądów. O procedurach rozwodowych w UK na 100% napiszę, bo to ciekawy temat i bardzo różni się to od tego, jak wygląda sprawa w Polsce. 
Czy opłacała się ta emigracja z Polski, ten etap emigracji zarobkowej? Hell yeah! Może straciłam męża, dostałam po dupie, ale doświadczenie, jakie zdobyłam, musicale, jakie zobaczyłam w londyńskich teatrach, prawo jazdy, które zdałam za pierwszym razem i kopniak, jakiego dostałam od życia na sam koniec, jest bezcenny.



Co dalej? Powrót do Edynburga, malutki wynajęty od znajomego pokój, dziesięcioletnie auto i praca na barze. Wiele facetów, wiele imprez, wiele wyjazdów, sporo alkoholu i innych używek. Potem poznałam Nikodema, kupiłam mieszkanie i poszło z górki.

Jeden hotel  –> awans –> drugi hotel –> awans –> trzeci hotel –> bezrobocie!!!! Kumacie? Cisnęłam przez kilka lat, odbiłam się od szklanego sufitu mojej branży po to, żeby spaść na samiutkie dno i przeżyć reset. Należało mi się, zasłużyłam na nauczkę, bo znów wkręciłam się w trybiki „więcej, lepiej i jeszcze więcej”. W efekcie wszystkiego poszłam na studia!!!

W kwietniu 2020 stuknie dwanaście lat od przyjazdu do Wielkiej Brytanii, piętnaście lat odkąd wyjechałam z Polski. Ten wpis ma zapoczątkować moje opowieści Polki na emigracji. Chce wam pokazać, że to się może udać każdemu. Chce pokazać wam Szkocję – mój dom, szkocką kulturę, tradycje, jedzenie. Pokaże wam Edynburg i opowiem wam o nim. Zaproszę was w swoje cztery kąty, zabiorę was w góry, zabiorę nad morze. Pójdziecie ze mną do szkoły, do pubu i do lekarza. Rozbierzemy Szkocję i życie Polki na emigracji w Szkocji na drobne fragmenty.

Według danych z 2017 roku jest nas Polaków w Szkocji dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy. Jest o czym opowiadać, jest sporo historii!

Czy Ty wiesz jak wygląda życie Polki w Szkocji? Bo Ona Już Wie!