jaką macochą mam być

Jaką macochą mam być? Czyli, nie ucz się z internetu, tego, jak być macochą!

Przeszukując setki stron internetowych, w poszukiwaniu odpowiedzi na wciąż pojawiające się w mojej głowie pytanie “Jaką macochą mam być?”, natrafiałam na wiele stron internetowych, fora internetowe, grupy dyskusyjne i literaturę. Tysiące sposobów na bycie macochą, a czasem zwyczajnie na to, jak nie zwariować. Jaką macochą mogłabym być, gdybym się do tych rad stosowała i pewne sposoby wdrążyła w życie? Jaką relację z dziećmi miałabym, gdybym słuchała innych, zamiast słuchać własnej intuicji, Nikodema i dzieci samych w sobie? I czy taką mogłabym być, chciałabym być?

Jest to wpis, którym strzeliłam sobie w kolano, jeśli chodzi o moją obecność w internecie i na grupach. Spotkała mnie fala hejtu i krytyki i zapewne, jeszcze nie raz ktoś rzuci na mnie straszny urok. Po tym wpisie, przeczytałam na swój temat zdanie, że tym blogiem i moim pisaniem próbuje sobie nieudolnie zbudować pomnik zajebistości. Życie, podaruje wam, komukolwiek kto mnie czyta, troszkę realnego wglądu w jakość internetów.


jaką macochą mam być

Bycie macochą jest trudne, to nie jest tajemnicą i bardzo trudno jest obalić ten fakt. Gdyby inspirować się tym co jest w internecie i próbować odpowiedzieć na pytanie “Jaką macochą mam być”, odszukałabym trzy grupy macoch.


„Mam przesrane, mam najgorzej, moje pasierby to rozwydrzone bachory, biologiczna matka to totalna suka, która ma żal do mnie za to, że związałam się z jej eks. Jestem lepsza niż ona, gdybym to ja wychowywała te dzieci, to byłyby grzeczne i miałyby do wszystkiego szacunek. Mój facet, mimo tego, że go kocham to lelum-polelum, nie potrafi się postawić. Wersja alternatywna — mój facet nie potrafi ogarnąć dzieci, na wszystko im pozwala, nie potrafi ich kontrolować, przez jego „wszystko to mi wdupizm” dzieci mnie nie szanują. „


Odnoszę wrażenie, że większość tych kobiet szuka miejsca do wylania żali. Szuka kogoś w internecie, kto powie im, że mają rację i cały świat jest przeciwko nim. Zabawne, że większość kobiet powie im „skoro nie jesteś szczęśliwa to, po jakiego grzyba tkwisz w tym związku”. To i tak kulturalnie, ja bym tego związkiem często nie nazwała, a o użyciu słowa rodzina, to zapomnijcie. Nie zrozumcie mnie źle, wiele z tych kobiet potrzebuje porady i kogoś zaufanego i bezstronnego, komu mogą się wygadać, ale internet nie jest bezstronniczy i poradzi Ci w setki różnych sposobów, doprowadzając do szaleństwa. Wiele z tych macoch ma serio przesrane, bo niestety istnieją biologiczne matki, które spędzają wolne chwile, knując intrygi, oczerniając wszystkich wokół i nastawiając dzieci przeciw ojcu i bogu ducha winnej macosze. Są też straszni pasierbowie, charakterni, rozwydrzeni, przechodzący bunt, pod wpływem internetu i rówieśników uknuli plan zniszczenia świata dorosłych. No ale do jasnej cholery nie jest to większość przypadków, a niestety takich historii w internecie jest dużo, dużo więcej niż pozytywnych historii. Czy oznacza to, że to ja mam fałszywy obraz sytuacji, czy może o tych pozytywnych rzeczach mówi się trudniej?


Jaką macochą mam być

„Staram się nie zwariować. Nie wiem jak to robić, nie wiem, z czym to się je, jak ogarnąć siebie i własne uczucia na temat bycia macochą. Kocham swojego partnera i dlatego muszę tolerować fakt, że ma dzieci, ale nie chce się angażować w ich wychowanie i wszelakie sprawy z nimi związane.”


Szanuje taką postawę, jednak wiem zbyt dobrze, że to nie mój styl. Nie potrafię się nie angażować, jeśli coś robię to porządnie. U nas w Polsce taka szkoła macochowania nie ma swojej nazwy, jednak jak widać, takie kobiety istnieją. W Stanach nazywa się to „NACHO KID” – z angielskiego Not your kid – „Nie Twoje dziecko”. Opiera się na założeniu, że jeśli dziecko nie jest Twoje, to nie angażujesz się i nie bierzesz czynnego udziału w wychowaniu i dorastaniu dziecka. Poświęcę temu osobny post, bo jest to ciekawy temat i w związku z tym, że taka szkoła oficjalnie nie istnieje w Polsce, to może komuś się to przydać, lub zainteresować. W niektórych przypadkach jest to bardziej sposób nauczenia partnera tego, że macocha to nie mama i musi on ciągle stawać na wysokości zadania i być rodzicem i opiekunem. Często w momencie pojawienia się macochy na horyzoncie, ojcowie zrzucają całość obowiązków na macochę, spotyka się to z jej dezaprobatą i kompletnym jej zignorowaniem przez dzieci. Dzieci mają macochę w dupie, ojciec się nie angażuje, macocha sfrustrowana, zniechęcona i pozostawiona bez wsparcia na dobry lub zły humor dzieci nie ma wyjścia. Musi powiedzieć „basta! Koniec! Nie będę na wasze usługi”. Zostawia ojcu wszystkie obowiązki dotyczące dzieci. Nie pierze ich rzeczy, nie gotuje, nie zmywa po nich i nie zastanawia się, czy ma je kto odebrać ze szkoły. Ojciec dzieci miał jaja, żeby dzieci spłodzić, to powinien mieć jaja, żeby je wychować.

Czy taką macochą mogłabym być? Nie, bo nie mam takiego problemu. Nikodem jest zaangażowanym tatą. Ogarnia dzieci i jest rodzicem z prawdziwego zdarzenia.


„Lubię, może nawet kocham, swoich pasierbów. Nie są moimi dzieciakami, ale wypracowałam sposób na to, jak z nimi rozmawiać, funkcjonować. Staramy się każdego dnia, aby szanować siebie wzajemnie, jesteśmy kumplami i lubię z dziećmi mojego partnera spędzać czas. Owszem lubię czas bez nich i korzystam z niego, kiedy tylko mam okazję. Pomagam w wychowaniu dzieci i nie obawiam się głośno odezwać, kiedy coś mi nie odpowiada lub nie czuje się zobowiązana do wkroczenia w rolę dorosłego w tej sytuacji. Relację z dziećmi opieram na relacji z ich ojcem. Kochający się dorośli to szczęśliwy dom i pracę nad naszym patchworkiem zaczęłam od pracy nad naszym związkiem”.


Rarytas. Przynajmniej tak wygląda to na forach i w internecie. Możliwe, że tak jest lub zwyczajnie takie macochy nie szukają grup dyskusyjnych i forów.Powiem szczerze, jeśli by przyjąć, że na każde padające w internecie pytanie odpowiada 100 kobiet, to tylko 10 z nich jestem w stanie sklasyfikować jako takie macochy. Czy taką macochą mogłabym być?

Kiedy pisałam ten tekst po raz pierwszy na blogu Rock Daddy, to byłam święcie przekonana, że jestem już dwa kroki od stania się taką właśnie macochą. Patchwork i macochowanie rządzi się jednak swoimi prawami i wiele rzeczy działa tutaj na zasadach sinusoidy. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Nie ukrywam, że ten typ to moje marzenie, stan w którym chciałabym, aby nasza rodzina patchworkowa trwała. Jeśli zapytasz mnie “Jaką macochą mam być”, to powiem Ci, że taką jaką akurat potrafisz. Z mijającym czasem co raz częściej dostrzegam, że to jaką macochą możesz być w danym momencie nie do końca zależy od Ciebie. Możesz decydować o tym, jakim człowiekiem możesz być, jakim partnerem w związku możesz być, jaką kobietą możesz być, ale macochowanie…


Macochowanie jest skomplikowane i wiele razy znajdziesz się w sytuacji, w której odnajdziesz w sobie trochę z każdego z podanych typów. W dzień, który eksica i Twój partner swoim brakiem komunikacji nadepną Ci na odcisk, staniesz się pierwszym typem – rozżaloną, plującą jadem macochą.
W dzień, kiedy po raz kolejny Twoje zdanie będzie tylko Ciebie obchodzić, kiedy pogubisz się i stwierdzisz “pierdziele to, to nie moje dzieci, niech to sam ogarnia” będziesz macochą drugiego typu. Tego dnia, kiedy wszyscy są w dobrych humorach, mieliście czas spędzić czas razem z partnerem sam na sam, a dzieciaki po raz kolejny potraktowały Cię jak partnera w rozmowie i z szacunkiem – w ten dzień udało Ci się stać macochą trzeciego typu – ideałem!