kiedy poznam dzieci partnera

Kiedy poznam dzieci partnera? Strach i ekscytacja!

Czy można poznać kogoś bez fizycznego spotkania i czy zbudowanie więzi jest możliwe bez faktycznej interakcji między ludźmi? Poznając się z Niko wiedziałam, że jest ojcem dwójki dzieci. Jest córka i syn, oboje kochani bardzo przez swoich rodziców, z innymi potrzebami. Widziałam, że poznać Niko, to też poznać jego dzieciaki. Pytanie tylko kiedy, kiedy poznam dzieci partnera?

Od pierwszych spotkań byłam bardziej niż chętna, by słuchać o dzieciakach, historii ze szkoły, domu, przedszkola. O tym, co robili, jak im minął czas. Był to też czas gorącego romansu, sekretnych randek, setki wiadomości. Mimo wszystko wiedząc, jak silna jest więź między dzieciakami a nim, szybko pojawiła się ich niefizyczna, jakby eteryczna obecność w moim życiu.

Nasze pierwsze miesiące były intensywne, pełne dyskusji, rozmów, układania w głowach i układania sobie w życiu. Spotykaliśmy się często, a rozmawialiśmy jeszcze częściej. Zanim się spostrzegłam wiedziałam, jakie są ulubione gry, kolory czy jedzenie córki Niko. Znałam ulubione bajki, cytaty, nawyki i przyzwyczajenia jego syna. To tak jak czytać o życiu inny ludzi na blogach, wiedzieć o nich wszystko, a przynajmniej to, co chcą nam pokazać. Takie znanie bez zapoznania.


Jeden drobny szczegół: ja nie istnieje w ich życiu, a oni już w moim są. Problem, który dotyka tak wiele macoch i ojczymów w pierwszych miesiącach znajomości

Pozostawili pierwsze ślady w mojej świadomości i pamięci. Moje decyzje były czasem podejmowane przez wzgląd na ich obecność w życiu Niko. Te dzieci już miały wpływ na mnie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam tego, co wiem teraz: ten moment, kiedy podejmiesz decyzję przez wzgląd na dzieci Twojego partnera to moment, kiedy stajesz się macochą. I nie mówię tu o wielkich sprawach, ale zaczynasz to czuć, kiedy jest godzina 16:30, siedzicie wygodnie na kanapie, pijecie kawę i rozmawiacie o tym, jak minął wam dzień i nagle z jego ust pada: „Chyba musisz się zacząć zbierać, zaraz jadę po dzieci”. Będą dni, kiedy przyjmiesz to z uśmiechem i będzie to zupełnie naturalne. Niestety będą też takie, kiedy będziesz czuła żal, przykrość, niedosyt i taką irracjonalną niesprawiedliwość: „Ale ja chce więcej!”. Te weekendy, które Ty masz wolne i chciała byś spędzić czas z Twoim partnerem i serio nie masz nic przeciwko jego dzieciakom, ale mimo wszystko „to jeszcze nie jest ten moment”.

Powiem Ci jedno: to jest normalne. Masz prawo czuć żal, masz prawo do tego, żeby Twoje serce się buntowało. Każdy z nas jest po części egoistą, łakniemy i chcemy tego, co sprawia, że czujemy się dobrze. Cieszy nas czas spędzony z bliską nam osobą. Pytanie, co z tymi uczuciami zrobimy?



Ideałem nie jestem! Moja cierpliwość ma swoje granice. Czekanie na moment, kiedy poznam dzieci partnera, to prawdziwy test na wytrzymałość.

Daleko mi do ideału… Bywały dni, kiedy wychodziłam z mieszkania z łzami w oczach, wiedziałam, że on potrzebuje czasu z dziećmi, ale ja potrzebowałam czasu z nim. Niestety jedno z drugim kolidowało. Bywały dni, kiedy chciałam mu powiedzieć „Przestań mówić mi o dzieciach, którym nie chcesz mnie przedstawić!” lub gdy na widok kolejnego zdjęcia ich szczęśliwych, spędzających czas wspólnie, ja przykrywałam się kocem i pytałam się sama siebie czy tak już zawsze będzie.

Z drugiej strony poszłam po rozum do głowy, zaczęłam czytać, regularnie spotykałam się na Skype z psychologiem i stosowałam to, co wszyscy doradzali. Najlepsza rada, jaką usłyszałam to: “zajmij się sobą.” Serio, sprawdza się w każdej relacji. Mało tego, że rozwijasz się, uczysz nowych rzeczy, stajesz się kimś interesującym, to jeszcze nie skupiasz się na analizowaniu wszystkiego wokół. Internet i książki podarowały mi jeszcze jedną radę: zachęcaj swojego partnera do spędzania czasu z dziećmi, podziękuje Ci i zobaczy, że dbasz o ich relacje pomimo własnych potrzeb. Strzał w dziesiątkę. Ja oczywiście, jak to bywa ze mną, zrobiłam swoje własne ulepszenie tej porady. Mało tego, że zachęcałam Nikodema do spędzania czasu z dziećmi, to brałam aktywny udział w wymyślaniu fajnych na to sposobów.


kiedy poznam dzieci partnera

Wiedząc, że jego córka uwielbia kolorowanie, a Niko nie miał wtedy drukarki, będąc w pracy, drukowałam jakieś obrazki z jej ulubionych bajek i gier. Innym razem poszłam na spacer po plaży i nazbierałam muszli, które on potem malował farbami razem z dziećmi. Żeby nie było zbyt różowo i cukierkowo to dodam, że często było mi zwyczajnie, po ludzku, przykro, że jedyne co dostaje to zdjęcia jako dowody udanych pomysłów, ale była też satysfakcja z tego, że powoli poznaje te dzieciaki. Czego nie wiedziałam (ale dowiedziałam się później) budowałam z nimi więź bez wcześniejszego ich poznania.


Rozmowa to podstawa, rozmawiajcie dużo i szczerze.

Gdzieś po 3 miesiącach znajomości pojawiły się z mojej strony pytania do Niko o, to kiedy poznam dzieci. Czy kiedyś będzie gotowy, czy czegoś się boi, czy mówi o mnie dzieciom? Szukałam oparcia i potwierdzenia następnego poziomu. Im częściej ja pytałam, tym bardziej on się bronił i stawał okoniem. Kiedy padło z jego strony: „Nie wiem, może w przyszłym roku się poznacie” moja złość i żal sięgały zenitu. To by oznaczało jakieś pół roku czekania. Pół roku dzielenia czasu na mnie i dzieci osobno, liczenia, planowania i ukrywania. Pół roku mnie w cieniu, długie 6 miesięcy mnie samej będącej dodatkiem. 

Takie myśli pojawią się, kiedy masz o coś żal, kiedy jest Ci przykro i często myśli te są dalekie od prawdy. Jest to manifestacja skumulowanych emocji, pomieszana z doświadczeniami z Twojej przyszłości. Jednak myśli te są Twoje i masz do nich prawo. Dla mnie był to czas, kiedy trochę się wycofałam z pytania o dzieci, zabiegania o informacje z ich życia, dużo więcej też pracowałam z psychologiem, więcej chodziłam na siłownie. Troszkę ucierpiała nasza relacja, potrzebowałam katalizatora. Pojawiło się troszkę więcej zazdrości o jego czas z dziećmi. Moment, w którym zaczęło mi samej to przeszkadzać, był też momentem, kiedy postanowiłam, że musimy pogadać. I tutaj dla tych, co czytają kolejna rada, która będzie się przewijać przez wszystkie teksty: ROZMAWIAJCIE! Długa rozmowa, szczerość (czasem bolesna), oczyszczenia atmosfery i otwarcie się na perspektywę drugiej strony.

On powiedział: pomyślę o tym, czy byłbym gotowy Cię przedstawić w jakiejś formie dzieciakom, a ja powiedziałam: że nie będę naciskać i wiercić dziury w brzuchu.

Kilka tygodni później, wyszłam z mieszkania Niko o 9 rano. Pojechałam do domu wcześniej, wiedząc, że ma z dzieciakami jechać do parku zobaczyć mini ciuchcie i poszaleć na placu zabaw. Bez ciśnienia, bez żalu, cieszyłam się, że będzie miał okazję spędzić z dziećmi całą sobotę. Godzinę później telefon: „Bądź gotowa za godzinę, podjadę po Ciebie. Tylko pamiętaj jesteś koleżanką”


W najmniej oczywistym dniu, doczekałam się czegoś co było tak oczekiwane. Moment kiedy poznałam dzieci partnera.

Dobrze pamiętam ten dzień. Pamiętam, jak zestresowana byłam i jak nieswojo się czułam, jadąc autem z Nikodemem, Livią i Maksem. Co powiedzieć, jak powiedzieć, rozmawiać z Nikodemem czy siedzieć cicho? Będąc w parku, wybrałam najbardziej naturalną z barier — aparat fotograficzny. Oni cieszyli się czasem, a ja byłam aktywnym obserwatorem. Zawsze dzielił mnie obiektyw i przestrzeń potrzebna do złapania dobrego kadru. Maks był Maksem, nie naciskałam na kontakt, dawałam przestrzeń. Wiedziałam, że Maks to nie typowy chłopak, ale też dziecko, które ma autyzm, więc potrzebuje więcej zrozumienia i czasu. Livia była zwyczajnie nieśmiała, potrzebowała czasu, żeby przyzwyczaić się do nowej osoby. Nie postrzegałam siebie jako dziewczyny, partnerki czy towarzyszki Nikodema — po prostu nowa osoba — to mocno pomogło mi w zrozumieniu, dlaczego mam ten dystans utrzymać. Dzieci to zawsze dzieci, nie jest to zależne od układu pomiędzy dorosłymi. Po jakimś czasie Livia zaskoczyła mnie i zapytała, czy pójdziemy razem na plac zabaw, potem było szukanie samochodu taty i powiem wam, że była to kupa fajnej zabawy. Pierwsze lody przełamane, wypływaliśmy na głębsze wody.



Z tego wyjazdu jest cała masa mega fajnych zdjęć i niektóre z nich są moimi, a te najlepsze na 100% widzieliście na RockDaddy i naszym starym fanpagu. Jest dużo wspomnień, ale ten wyjazd w głównej mierze otworzył mi na wiele spraw oczy. Ten wyjazd pokazał mi, że Nikodema „Ale jestem zmęczony, padam na pysk” po dniu z dzieciakami to nie wymówka, żeby nie spędzić ze mną wieczoru! Przez pierwsze tygodnie za każdym razem, kiedy padało coś podobnego, myślałam „bycie tatą nie może przecież być aż tak wyczerpujące”. Zobaczyłam Maksa i Livie w akcji. Potrzeby dwójki dzieci i jednego tatę, który stara się je spełnić w 100%. Autyzm Maksa i jego nieprzewidywalność w połączeniu z żywotnością i charakterem Livii. Można faktycznie paść na twarz.

Od tamtego czasu zmieniliśmy “kiedy poznam dzieci partnera” na “kiedy znowu spędzę czas z dzieciakami”. Dzieciaki od tamtego czasu tak bardzo urosły i się zmieniły. Ciągle nie są to moje dzieciaki i nigdy nie będą, ale stali się to moi mali ludzie. Niko, się zmienił, ja się zmieniłam, wylałam morze łez, wykrzyczałam w ciszę masę złości, nauczyłam się wiele nowego. To, czego się uczę jako macocha, jest bezcenne, nie jest to łatwe, ani tyci! Czasem, można więcej osiągnąć, dając innym przestrzeń, odpuszczając lub zwalniając.

Nasze tempo i pragnienia nie zawsze zgrywają się z potrzebami innych ludzi. Nie warto popędzać, zaufajmy czasem naszej drugiej połówce, uwierzmy w poprawność decyzji przez nich podejmowanych, nawet jeśli wydają nam się totalnie niezgodnie z nami samymi. Jednak naucz się je też kwestionować.

 Kiedy decydujesz się na związek z mężczyzną / kobietą z dziećmi musisz zaakceptować, że dynamika tej relacji będzie zależna nie tylko od was dwojga, ale też tych małych istot i ich biologicznych rodziców. Ciężkie to czasem i będą tacy, którzy się poddadzą. Popełnicie wiele błędów. Ja i Nikodem popełniamy je non stop, ale uczymy się z nich.