Oswoić minimalizm. Czy można posiadać mniej i być szczęśliwym?

Tak jak morsowanie, minimalizm stał się modny i tak jak morsowanie, jeśli robiony z głową, może być całkiem zdrowy. Nie tylko dla jednostki, ale dla ogółu. Nie jestem specem, udało mi się jednak oswoić minimalizm. Powoli i po swojemu.

W 2016 roku Ryan Nicodemus i Joshua Fields Millburn nagrali słynny film  “Minimalizm: Dokument o rzeczach ważnych” . Jakiś czas po tym, Netflix wykupił do niego prawa, no i stało się – rozpoczęła się moda na minimalizm. Nie zrozumcie mnie źle, każda moda, która jest dla nas zdrowa, jest dobra. Warto by było jednak, żeby z mody stała się normą, szczególnie jeśli nam służy.

Do naszego domu minimalizm zagościł nie bez powodu. W sumie było ich kilka, jeden pojawiający się po drugim, ale zaczęło się od Nikodema depresji. Był on zwyczajnie przytłoczony ilością rzeczy otaczających go. Pewnego dnia wróciłam z pracy i usłyszałam “Kochanie, od dzisiaj chciałbym spróbować minimalizmu”. Jak mnie znacie, tak wiecie, że ostatnie kilka lat to dla mnie pasmo zmian i wyzwań, nie jestem do końca pewna, czy opisanie mojej reakcji jako “Że co kuźwa?!” oddaje mój szok i zbulwersowanie.

Nikodem ma tendencje do zmian w stylu tu i teraz, często nie jest to najzdrowsze, szczególnie jeśli chodzi o zdrowie. Nie lubił efektów ubocznych swoich leków — to je odstawiał albo zmniejszał dawkę, co kończyło się jeszcze gorszymi efektami. Chce schudnąć, nagle z 2800kcal schodzi na 1400kcal i zastanawia się, co robi nie tak. Takich przykładów mogłabym mnożyć. Kiedy więc usłyszałam słowo “minimalizm”, to w mojej głowie pojawiły się puste szafki, zakaz zakupów, wyliczanie ile czego mam itd. itp. Wiecie, z podejścia “chce wszystko”, do podejścia “nie mam nic“.

W moich oczach strach i panika, bunt, z obrony w atak i nie miało żadnego znaczenia, że Nikodem powtarzał “ale Ty nie musisz!”. Już ja to znam, z reguły w takich słowach kryje się “ale mogłabyś”. Czyż nie? Dałam sobie na luz, nie zmusiłam się do niczego. Postanowiłam, że będę obserwować i włączać się, jeśli poczuje taką potrzebę i ochotę.


oswoić minimalizm - zakupy

Tutaj właśnie zaczął się mój proces oswajania minimalizmu. Duże znaczenie ma fakt, jak zostaliśmy wychowani i w jakiś czasach i warunkach było nam żyć. Ja miałam dobry dom i całkiem dobrze nam się żyło, nie wiedziałam co to bieda i uważanie na pieniądze do czasu rozwodu moich rodziców. Do dzisiaj pamiętam konkretną jesień, kiedy dopiero zaczęłam pracę na etacie i zwyczajnie nie było mnie stać na porządny płaszcz zimowy. Po tym przeszedł czas na początki emigracji, wtedy jeszcze mój ex mąż studiował, trzeba było liczyć każdy pensik, każdy zakup konsultować i dawać dobre powody, że tą konkretnie rzecz się chce. Nauczyłam się więc kupować tanio, na ebay, na gumtree, w sklepach z rzeczami używanymi. Obiecałam też sobie, że jak kiedyś będę zarabiać większe pieniądze, to będę kupować, co będę chciała. Rozwód narobił jeszcze większego bałaganu w tej kwestii. Kupowanie i posiadanie dodawało mi otuchy i budowało (jak już dzisiaj wiem, nie ma w tym ani tyci sensu) moje poczucie wartości.

Panował we mnie szał “Zasłużyłam na to!”. Kiedy Niko wspomniał o pozbywaniu się rzeczy i limitowaniu tego, co się kupuje do tych serio niezbędnych rzeczy, wróciły wspomnienia i musiało upłynąć trochę czasu, aż otwarłam się na pomysł posiadania mniejszej ilości rzeczy.

Zaczęłam od zadania sobie pytań odnośnie do każdej rzeczy “Czy tego potrzebuję? Kiedy ostatni raz tego użyłam?”. Wbrew pozorom poszło mi najłatwiej z kuchnią i łazienką. Ciężej było z ubraniami, szczególnie przez wzgląd na moje wahania wagi i skakanie z rozmiaru wyżej na rozmiar niżej, po to, żeby zaraz być dwa rozmiary wyżej. Tutaj z pomocą przyszła pandemia. Jak się nigdzie nie chodzi to łatwiej oddać/sprzedać/wyrzucić ciuchy. Z butami było równie trudno, a to dlatego, że mój ojciec, a potem mój ex wpoili mi zasadę, że na butach się nie oszczędza, więc większość obuwia miałam naprawdę świetnej jakości. Tylko po co komu cztery pary szpilek Kurt Geigera i Caravela, skoro mieszkam w Szkocji i nawet na miasto wychodzę w ciepłym obuwiu? Zostawiłam więc pojedyncze, wybrane pary, a reszta poszła na sprzedaż.


oswoić minimalizm - porządek

I nie myślcie, że to wszystko wydarzyło się w tydzień!!! Ostatnią porcję ciuchów (szczególnie koszul, marynarek i sukienek biurowych) wyeksmitowałam w styczniu 2021 roku, czyli ponad rok po tym, jak zaczęłam zmiany. Największym wyzwaniem, jeśli chodzi o odgracanie domu były książki, pamiątki, zdjęcia i tym podobne. Wszystko miało wartość i tu pojawiła się moja normalizacja pojęcia minimalizmu. Bałam się, że muszę WSZYSTKO oddać, czy wyrzucić. Częścią oswajania minimalizmu było pozwolenie sobie na to, żeby to wszystko zostawić.

Zostawiłam zdjęcia, książki, jakieś bibeloty, ulubioną sukienkę sprzed kilku lat, ulubione czarne szpilki, płaszcz w kratkę (w którym już 2-3 lata nie chodziłam), czarny kapelusz (którego nigdy nie miałam JESZCZE okazji zaprezentować publicznie), skrobak do cytrusów, kubki na kawę (każdy, absolutnie każdy, jest tym moim ULUBIONYM). To przyzwolenie na zatrzymanie tych rzeczy sprawiło, że minimalizm stał się mniej straszny, a nawet bardziej przyjemny. Zaczęłam zauważać wartość w tym, co posiadam. Czasem była to wartość emocjonalna, często jednak wygrywała praktyczność.


I to tylko jeden pokój!

Zmniejszona ilość rzeczy posiadanych, jakimś cudem zmniejszyła chęć posiadania innych. Każdy zakup stawał się świadomy. Nagle w mieszkaniu zrobiło się miejsce i przestrzeń (które dzisiaj zapełniły kwiaty), przemeblowaliśmy salon (bez dokupienia pojedynczej rzeczy), wymieniliśmy dzieciom meble w pokoju, by dać im więcej miejsca do zabawy. Do naszego języka na stałe zagościło “Czy tego potrzebuję, czy tylko chcę? Jeśli chcę, to dlaczego i co mi to da?”

Ja oswoiłam minimalizm i dzisiaj chciałabym oficjalnie zacząć normalizować i tłumaczyć ludziom, że dla każdego minimalizm to co innego i nie ma w nim strasznego. Mnie było o tyle łatwiej, że już od dłuższego czasu staramy się aktywnie zmniejszać nasz ślad węglowy i generować mniej śmieci.


oswoić minimalizm - pełna kosmetyczka

Dla Ciebie oswojenie minimalizmu początkowo może oznaczać przegląd kosmetyków i wyrzucenie wszystkiego po dacie i czego nie używasz, bo Ci nie odpowiada (tak, wiem, że “może się przydać”, jednak wszyscy wiemy, że z reguły tak nie jest). Dla innego to będzie zostawienie kapsułowej garderoby (  tutaj  fajnie o tym pisze Dorota Kamińska). Może być to zaczęcie od sprzątania tego magicznego schowka, co mieści wszystkie tajemnice domu, w którym można odnaleźć wszystko, a w gruncie rzeczy to nic.

Każdy krok zbliża Cię do zmiany myślenia, bo minimalizm tak po prawdzie nie jest w Twoim domu, tylko w Twojej głowie. To Ty musisz oswoić minimalizm.

Ps. no i pamiętaj, to, że Ty tego chcesz, nie oznacza, że chcą tego ludzie wokół Ciebie, zacznij więc od siebie i nie męcz innych. Będą chcieli, to dołączą.