oszustwa rekruterów

Ty potrzebujesz pracy, a oni jelenia. Oszustwa rekruterów.

Tracisz pracę, z dnia na dzień potrzebujesz zatrudnienia. Masz rachunki do zapłacenia, kredyt zaciągnięty na samochód, dziecko na utrzymaniu, a z jednej wypłaty wszystkiego z partnerem/partnerką nie udźwigniecie. Szukasz pracy, idziesz na rozmowę o pracę, wszystko wygląda bosko. Do czasu, okazuje się, że to wałek, zwykłe oszustwa rekruterów.

Przez ostatnie kilkanaście lat miałam stałą pracę, potem zaczęłam studia, a wraz z nimi pracę na ćwierć etatu. Praca w kawiarni nie jest hańbą, jednak kusi mnie spróbowanie sił w tej branży, w której siebie widzę w przyszłości, w marketingu. Zdobycie jakiegoś doświadczenia, kontaktów i ustalenie tego, co mnie tak naprawdę interesuje w świecie marketingu.

Poszukiwania czas zacząć. Odpalam najbardziej popularne wyszukiwarki pracy w Wielkiej Brytanii: Indeed, Reed, Totaljobs. Wyszukanie: “Marketing Assistant” oraz “Marketing Entry Level”.

Jest piękne wyszukanie, praca na pół etatu na pozycji Asystent do spraw marketingu i sprzedaży (Marketing and Sales Assistant), ogłoszenie sprzed trzech dni. Stawka dosyć wysoka, zależna od doświadczenia i umiejętności. Firma ta dodatkowo ogłasza się z pracą w obsłudze klienta oraz w sprzedaży.
Leci CV i list motywacyjny napisany tak od serca i z pasją, pokazujący, że mimo braku poprzedniego zatrudnienia w marketingu, mam w nim podstawowe doświadczenie, znajomość social media, podstaw strategi, content developmentu, SEO oraz copywritingu. No i przecież studiuje marketing!

Trzy dni później dostałam email. Wiedząc to, co już wiem, takich e-maili wysłali pewnie setki. Są pod wrażeniem mojego CV, umiejętności doświadczenia w obsłudze klienta oraz prowadzeniu zespołu. Chcieliby ze mną pogadać przez telefon. E-mail wyszedł ze skrzynki pocztowej managera do spraw zatrudnień firmy Castle13.


oszustwa rekruterów research


Moja własna intuicja mnie zaskoczyła. Po przeczytaniu maila odniosłam wrażenie, że to typowe rekrutacyjne mambo-jambo. Ja nie mam żadnego doświadczenia w marketingu, a oni są zachwyceni!!! Odpaliłam LinkedIn, szukam firmy, jakichkolwiek połączeń z firmą — NIC. Szukam babki z rekrutacji, od której dostałam e-mail – NIC. Wchodzę na stronę firmy, żadnych danych, odnosień do klientów, żadnych opinii o firmie. Strona na Facebooku przypomina bardziej feed  “Fyre Festival“  (jeśli nie widzieliście dokumentu na Netflix to polecam). W internecie informacja, że istnieją od kwietnia 2019 i do grudnia 2019 zrobili £300,000 przychodu. Śmierdzi mi to i to tak konkretnie! Postanawiam, że nie będę dzwoniła i jutro napiszę maila, że nie jestem zainteresowana — takich maili pewnie dostaliby setki, gdyby ludzie wiedzieli to, co już wiem ja.

Następnego dnia, na przerwie w pracy, siadam do maila, a w tym momencie dzwoni babka z rekrutacji tej właśnie firmy. Nie jestem w stanie wyciągnąć żadnych informacji o specyfice pracy, klientach, oczekiwaniach wobec aplikantów. Na wszystko dostaje odpowiedz “Spotkamy się na rozmowie, to będzie Pani mogła zapytać o wszystko. Proszę być sobą, a na 100% wszystko pójdzie świetnie”. Na rozmowę chcieli mnie na już, na teraz. Umówiłam się na 11 rano, za dwa dni. Koniec rozmowy, z ust babki z rekrutacji pada “Please, dress to impress”; Proszę się ubrać, tak żeby nam zaimponować. Rozłączyłam się, krztusząc się jednocześnie własnym śmiechem.

Na rozmowę poszłam w czarnych jeansach i koszuli. Przywitał mnie, ubrany w trzy częściowy garnitur w kratkę, ok 25-letni facet. Nie zrozumcie mnie źle, szanuje i kibicuje młodym ludziom sukcesu, ale to, że ktoś włoży trzyczęściowy garnitur, nie sprawi, że stanie się on lepszym i zdolniejszym człowiekiem. A już na pewno, że stanie się uczciwy.

Rozpoczęły się standardy, czyli powiedź coś więcej o sobie, jakie są Twoje mocne i słabe strony, czym wyróżniasz się w grupie i dlaczego szukasz innej pracy. W końcu przyszedł czas, kiedy to on miał powiedzieć coś więcej o firmie, a że nic nie znalazłam na ich temat, to czekałam na to z podekscytowaniem.

Krótki opis: Firma marketingowo-sprzedażowa, która jest podwykonawcą usług w zakresie B2C (biznes do klienta), B2B (biznes do biznes). Świadczą usługi głównie dla firm dostarczających kontrakty na energie do domów i biznesów. Reszty mam się dowiedzieć na kolejnym etapie interview, już na miejscu pracy. Dla każdego, kto nie natrafił na taką firmę wcześniej, brzmi to całkiem nieźle. Marketing B2C i B2B jest typowo sprzedażowy, jednak to ciągle marketing. Nie dowiedziałam się nic więcej, miałam czekać na telefon.

Jest pewien haczyk! Ja już znam takich oszustów rekrutacyjnych.

Prawie rok temu straciłam pracę i byłam w sytuacji z początku tekstu: kredyt, zobowiązania, opłaty i inne takie, a wypłaty brak. Szukałam gdziekolwiek, czegokolwiek, byleby móc stanąć na nogi. Natrafiłam na bardzo podobne ogłoszenie, jedyna różnica była w tym, że jasno było określone, że jest to praca typowo w sprzedaży. Po wstępnej rozmowie o pracę miałam przyjechać na “rozmowę w terenie” z jedną z kobiet, która ma najlepsze wyniki.


Babka wsadziła mnie w auto, wywiozła do centrum handlowego w Kirckaldy, ponad godzinę od mojego domu. Rozwinęła baner jakiejś firmy i zaczęła ludziom wciskać prąd. Starym babciom, matkom z dziećmi. Zatrzymywała ludzi i próbowała im opchnąć kit… ups przepraszam prąd! Do dziś pamiętam mój wstyd, to jak kombinowałam, żeby się z tej sytuacji wykręcić, a co najważniejsze, jak ja wrócę do domu!!!


Dla kogoś, kto jest bez pracy, kupienie sobie kolejnego biletu na pociąg za £15, po to, żeby wrócić z miejsca emocjonalnego mordu do domu, kolejny raz bez pracy, to jak podcinanie sobie żył.

Kiedy usłyszałam cały profil firmy Castle13, wszystko poskładało się do kupy i wiedziałam, że następny etap rozmowy o pracę, będzie gdzieś w Pcimiu Dolnym i będę ludziom wciskać kit… ponownie, przepraszam… prąd!

Oszustwa rekruterów, czyhające na nieświadomych ludzi

Takich historii, jak moja jest wiele. Przez ostatni tydzień rozmawiałam ze znajomymi w Polsce i niestety, z wielką przykrością, informuję was, że sytuacja jest identyczna. Rekruterzy czyhają na ludzi w patowej sytuacji, na młodych i niedoświadczonych, na młodych i naiwnych, skuszonych wizją całkiem dobrego zarobku (oczywiście, jeśli się postarasz).

Nie twierdze, że takie prace nie są dla ludzi. Każda praca zarobkowa jest dobra, jest lepsza niż kradzież, prostytucja, czy siedzenie bezczynnie na zasiłkach i biadolenie na to, jak mi źle w życiu. Co mnie boli, to brak przejrzystości w ogłoszeniach i wymijające odpowiedzi rekruterów.


oszustwa rekruterów

Dlaczego nazywają kogoś, kto ma sprzedawać kontrakty na energię elektryczną “asystentem do spraw marketingu i sprzedaży”? Dlaczego nazywa się kobietę do sprzątania biura i uzupełniania papieru w drukarkach “asystentką biurową”?

Dlaczego rekruterzy unikają pytań potencjalnych pracowników? Czyżby liczyli na to, że ludzie się nie skapną, że są zwyczajnie oszukiwani i nawija im się makaron na uszy i mydli oczy wizjami potencjalnego zarobku?

Może taki rekruter też ma jakieś cele założone, że przykładowo musi zrobić 16 rozmów o prace dziennie, inaczej mu nie zapłacą. Innej opcji nie widzę…

Kilka porad dla was moi drodzy:

  • Rozmowa kwalifikacyjna nie jest tylko dla potencjalnego pracodawcy. Jest też dla was. Jeśli pracodawca dostał Twoje CV, to ma o Tobie podstawowe informacje, Twoją historię zatrudnienia, edukację i zainteresowania. Co Ty wiesz o firmie? Dowiedź się o firmie, jak najwięcej, co robią, jakie produkty oferują i zadawaj pytania odnośnie pozycji, na jaką aplikowałaś.
  • Nie bój się wyjść z rozmowy jeśli czujesz, że to strata czasu. Przeproś i powiedź, że miałaś/eś inne oczekiwania i inne spojrzenie na oferowaną pracę, na podstawie ogłoszenia.
  • Nie bój się zapytać, czy proces rekrutacji jest robiony przez pracownika firmy, czy przez agencje rekrutacyjną.
  • Na każdym etapie rekrutacji możesz zrezygnować.

A dla ludzi, którzy wystawiają ogłoszenia o pracę, zamiast oszukiwać i mamić, zacznijcie nazywać pracę po imieniu. Nie ma nic złego w pozycji sprzedawcy, sprzątaczki czy woźnego! Są ludzie, którzy tej pracy chcą i z chęcią się po nią zgłoszą, więc nie wciskajcie jej komuś innemu, dla kogo jest to strata czasu. Mam też dla was fajny artykuł sprzed ponad dwóch lat o  absurdach rekrutacyjnych.